Zgadzam się: "Był czas, kiedy idea była taka, że to, co widzisz na Twitterze (w internecie), jest w rzeczywistości najprawdziwszym z prawdziwych.... Nadal jest to prawdą w pewnym stopniu wśród bardzo wybranych... ale w pewnym sensie wiele z tego miejsca jest rodzajem ścieków... domem strachów antyrzeczywistości. W rzeczywistości jesteśmy na wczesnym etapie obserwowania, jak stara teoria Twittera umiera. To była rodzaj demokratycznej teorii, a może populistycznej teorii, która budziła wątpliwości co do jakiegokolwiek "establishmentu". Ale umiera to trochę dla tych, którzy mają jakieś komórki mózgowe, którzy w odpowiedzi w zasadzie na nowo uczą się logiki elitaryzmu." Szczególnie wśród prawicy online widzę intensywną histerię, wyuczoną bezradność, narzekające katastrofizowanie, zewnętrzną projekcję winy - wszystko zawsze jest winą kogoś innego, każdy jest wykluczonym geniuszem arystokratycznym, który został oszukany z swojego dziedzictwa, który sam widzi, jak rzeczy wyglądają (ale nie może niczego zrealizować). To niezwykle samolubne i nużące. Całkowicie żałosne.